Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sutton. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sutton. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 maja 2010

Bieżączka i martwica: dwie choroby, jedno lekarstwo.


Strategia organizacji, nawet, jeśli stworzona jest przy współudziale wszystkich pracowników, bardzo często staje się ofiarą dwóch podstawowych „chorób” planowania długoterminowego: bieżączki i martwicy.

Pierwszy „zespół choroby” – bieżączka – odnosi się do dominacji perspektywy krótkofalowej nad długofalową; w codzienności firmowej terminy kończące się jutro są prawie zawsze ważniejsze niż te przypadające na kolejny rok.

Druga „choroba” – martwica – polega na psychologicznym braku dostępności ustaleń strategicznych; decyzje zawarte w dokumencie strategicznym są często tak abstrakcyjne, że przestają mieć dla pracowników jakiekolwiek znaczenie.

W wyniku współdziałania tych dwóch chorób sfery teorii i praktyki stopniowo oddalają się od siebie, tworząc to, co Jeffrey Pfeffer i Robert Sutton nazywają luką między wiedzą i działaniem. Lekarstwem na podobne sytuacje mogą okazać się odkrycia nauk o człowieku.

Praktycy i teoretycy biznesu, Chip i Dan Heath, proponują, aby wdrażając zmiany, również te związane ze strategią organizacji, skupić się na trzech podstawowych wymiarach działań: wskazaniu prostego i jednoznacznego celu zmian, wzbudzeniu motywacji osób zaangażowanych w zmianę poprzez wspólną, wzbudzającą emocje wizję oraz na odpowienim zmodyfikowaniu środowiska pracy tak, aby wprowadzenie zmian było dla pracowników jak najprostsze.

czwartek, 6 marca 2008

Nikt nie jest niezastapiony - nawet Ty...

Jeden z naszych przyjaciół opowiada bardzo często o swoim szefie. Jest to człowiek (szef, nie przyjaciel) wyjątkowo oddany swojej pracy - spędza w niej kilkanaście godzin na dobę. Wracając do domu, zamiast odpoczywać, korzysta w pełni ze wszystkich "dobrodziejstw" zdalnego pulpitu. Weekendy to dla niego frustrujące przerwy w aktywności zarobkowej, która jako jedyna ma dla niego jakikolwiek sens. Krótko mówiąc, jest to pracownik idealny.

Nie dla naszego przyjaciela. Nasz przyjaciel postrzega swojego szefa jako wcielenie toksycznego opadu, uosobienie pani przedszkolanki z piosenki Jacka Kaczmarskiego. Okazuje się, że szefowi nie wystarcza, że sam przywiązuje do pracy tak olbrzymie znaczenie - oczekuje, że podobną pasję znajdzie również u swoich podwładnych, w myśl zasady "wymagam od siebie, wymagam od innych". Nie jest więc niczym wyjątkowym, że człowiek ten jako pierwszy zgłasza akces do najtrudniejszych zadań w firmie, zrzucając odpowiedzialność i terminy na swoich pracowników. "Czy mógłbyś o tym pomyśleć przez weekend?" staje się w uszach podwładnych synonimem "Czy mógłbyś poświęcić swoje życie prywatne robiąc w wolnym czasie to, co na nas ściągnąłem?"

Równowaga praca-dom czy też praca-życie, jak piszą o niej anglosasi, to fundament nie tylko zdrowia psychicznego, ale również efektywnej pracy. Dlaczego jest tak istotna? Świetnej i dowcipnej odpowiedzi na to pytanie dostarcza poniższy klip:



Niestety, wydaje się, że w dzisiejszych czasach mało kto rozumie, że nadmiar pracy i zaburzenie równowagi między pracą a życiem prywatnym jest najprostszą drogą do załamania się tak pierwszego, jak drugiego. Jeśli mamy dość ciekawą pracę (co jest już samo w sobie olbrzymim szczęściem), bardzo łatwo rzucamy się w wir codziennej aktywności związanej z kolejnymi projektami, rozwojem, awansem. Może się jednak zdarzyć, że na drodze do sukcesu w pewnym momencie zabraknie innych ludzi i będziemy zmuszeni stanąć na poboczu czekając samotnie na pomoc. Jeśli więc zaczniesz zauważać niebezpieczne symptomy, jeśli w tygodniu nie tyle chodzisz spać, co tracisz przytomność, jeśli umknął Ci fakt, że Twoja córka zmieniła płeć a przyjaciel wstąpił do Legii Cudzoziemskiej, prawdopodobnie masz problem z zachowaniem odpowiedniej równowagi praca-dom.

Wyhamuj. Znajdź kilka godzin, żeby pomyśleć. O sobie. O świecie. Zadaj sobie pytanie - czy jestem niezastąpiony? Otóż nie, nie jesteś. Twoja śmierć, aczkolwiek byłaby dla wielu faktem smutnym, prawdopodobnie nie zmieniłaby wiele w świecie. Skup się więc na tym, co jest naprawdę ważne. Na rodzinie, na przyjaciołach, na tym, co naprawdę kochasz. Odzyskaj równowagę.

Jak zwykł mawiać Bob Sutton, praca jest czynnością ważną, ale zdecydowanie przecenianą.

czwartek, 14 lutego 2008

STOP dupkom w firmie!

Każdy z nas miał kiedyś okazję poznać kogoś takiego. To człowiek, który swoją toksycznością jest w stanie zatruć klimat każdego miejsca pracy. Nieznośny, złośliwy, przekonany o swojej nieomylności, zdaje się szukać pretekstu, aby pokazać swoją wyższość. Trudny do współżycia jako współpracownik, niebezpieczny, kiedy dysponuje chociażby cząstkową władzą. Znamy go wszyscy. Dupek. Buc. Idiota.

Jedynym powodem, dla którego dupek jest tolerowany w pracy (a robią to często świadomie menedżerowie) jest to, że zwykle sprawia on wrażenie przebojowego, ekspansywnego, bez trudu osiągającego sukcesy. Co z tego - zdają się mowić pracownicy działów personalnych - że rzuci raz na jakiś czas niewybredny żart lub mentalnie kastrującą uwagę, skoro to właśnie dzięku niemu zespół osiąga odpowiedni poziom mobilizacji. Cóż, nic bardziej mylnego.

Według Boba Suttona, autora książki The No Asshole Rule. Building a Civilized Workplace and Surviving One That Isn’t, certyfikowany dupek jest jedną z najgorszych rzeczy, jaka może przydarzyć się firmie, nie tylko dlatego, że psuje jej kulturę, ale dlatego, że kosztuje ją prawdziwe pieniądze! Z racji tego, że każdy buc (lub dupek) w ciągu swojej kariery prędzej czy później musi wejść w konflikt z pracownikami, zwiększa się rotacja, obniża się efektywność zespołów oraz spada motywacja do pracy. Sutton ma bardzo dobre argumenty za tym, że organizacje mające odwagę powiedzieć "STOP DUPKOM W FIRMIE" (m.in. Perkins Coie, Lehman Brothers, SuccessFactors, Southwest Airlines, Google etc.) wychodzą na tym szczególnie dobrze, tak finansowo, jak, chciałoby się rzec, duchowo. Każda organizacja, w której kierownictwo zaczyna dostrzegać problemy związane z klimatem pracy, powinna więc zastanowić się poważnie: czy nasza kultura ma jasne zasady ograniczające nabór i rozwój dupkowstwa (<-oficjalnie rezerwuję ten termin!)?. Poniżej zamieszczam krótki film, w którym Bob Sutton wyjaśnia podstawowe założenia swojej książki:

A Ty, czy jesteś ceryfikowanym dupkiem? Zapraszam do wypełnienia testu.

PS. Osoby wrażliwe przepraszam za wyjątkowe natężenie słów powszechnie uważanych za wulgarne w dzisiejszym poście.
PPS. Osoby, które uważają, że dupek powinien występować również w rodzaju żeńskim, przepraszam za lenistwo redakcyjne i za język polski (nie mogłem znaleźć adekwatnego odpowiednika...).